Wiersze Damiana Trela



Kazanie poety


Pod skórą płaszcza głowy
Jesteśmy tylko dziećmi Wszechświata

Policzmy nasze gwiazdy
Nim spłoną we krwi

Wyjdziemy przez okno. Niezauważeni
Skrótem do samego serca

Drzwiami – co najwyżej umrzemy
Starannie wystudiowani na rzeczywistość

 



Z TOMIKU HALUCYNACJE

Nocne zmazy


Tutaj tak bym chciał cię spisać
na wyroki tej miłości.
Po włosach stąpam cicho. To chyba przez sen
sądzić mi twoje wdzięki i rozkroki


Chodź więc: przez deszcz pod konarami
drzew - kropla ścina się jak w owoc dojrzały
płynie z pestki soczysta : W ustach to już
słodycz słoneczników morza.

Z gałęzi lecą gwiazdy: Spójrz
to na księżyca zawołanie. Wycięty w pół
krwawi od swej pełni.
A mi zamiast słów rosną róże:
trzy płatki to twoja rozkosz
- pocałuj a poczujesz

Więc nie odchodź
bo jeszcze tak bardzo bym chciał
wina: spisać ostrzem języka rozlanego
po skórze. Najszczersze słodycze moich serc
rosną białe jak gołębie

Lecz co to: Dotknąć własnego czoła
to jak obudzić się z ręką pod nocnym płaszczyku



Z TOMIKU HALUCYNACJE

Miraże


nieśmiertelność
błękitna chrząstka miłości
i chwila atmosferycznych prądów

rzeka Nil na wiosnę
jest kochanką swego morza
i jemu oddaje
swoje wiry i źródła strumyków

przez wzgląd swoich koryt
czysta i przejrzysta

jaszczurka - bazyliszek Jezus
na szczudłach po lustrze oczu
przechadza śmiało i nie widzi

serca gołębia

już szepcze cichutko
do muszli
o szybki przypływ oceanu

potem odlatuje i znika
jesienną porą deszczową
 



Z TOMIKU HALUCYNACJE

***

Nie czekaj na mnie
Wszystkie mistyki muszę zmieść
Spod drzwi percepcji
Wrócę na pewno
Pierwszym pociągiem trzeźwości
Nie czekaj ze śmiercią na śniadanie
Słońce zejdzie pierwsze
 



Z TOMIKU HALUCYNACJE

Halucynacje

Choć bliżej, pod czoła obraz głowy
owco ze stada posłusznych wzgórz

Wejdź i rozłóż swojej wełny płaszcz
Głowa chłonna: to puszka radiowa na fale

Chodź to ci wytransmituję twoje dźwięki
i obraz całej miłości.. Uwierzysz w tedy dziecinnie

Kości afrykańskich słoni i łuski waranów
mają powabność twoich piersi

Na ciepłych strefach halucynacji
będziemy kochać i zjadać się.. Emisją

Przez obraz aż do samej krwi – Ty potem syta
Tonący amok w oceanie obrazu.. Taka czysta

że skusi to nawet węża

 



Kryminał o północy


Północ
księżyc morderca
w białych rękawiczkach
pełnią
błądzi wręcz kosmicznie
bosy lunatyk
a krew w jego kraterach
ze zdziwienia
nader satelitarna

noc jest dziś chyba
więc na kryminał
wychodna w swej czerni
1.2006
 



Z TOMIKU GENEZA KOSMOSU
Drzwi do percepcji

Drzwi
otwierają się szeroko
w oścież powietrza
spalają się i gasną
kolorami strachu

percepcja
wyłaszona w głowie
i gotowa na niepokój
swych łaknięć
ale
jeszcze tylko chwila
i tragicznie umrze

od ciosu
pierwszego wiersza
 



Z TOMIKU GENEZA KOSMOSU

***

Chodził za mną całą noc
liczyłem
godziny strachu
na zegarze wybite

przebiegłe jego zęby
chyba
tylko przez przypadek
przeoczone
na tapecie głowy

teraz
już bardziej zuchwalszy
i mężny wytrawnie
w swej bezgranicznej śmierci
wiersz
co wpleciony we włosy
stygnie po walce

z moją głową i trzewiami
 



Z TOMIKU GENEZA KOSMOSU


*** (na parapecie..)

na parapecie głowy
rosnę do ciebie kwiatami

- ale czy poetę zrozumie kobieta
której w brzuchu umarł pies
 



Z TOMIKU GENEZA KOSMOSU

Geneza kosmosu

Na imię miała kosmos
nie wydojonych pastwisk dróg

Płynącego mleka pierś; byt jakoby
na chmurze wypalonego czasu

Ludzie powiadali że to tylko
kłosy rosną na świadomość

W natłoku gwiazd spalają się
we własną domenę porządku

Ale oczy spocone od nowych
gwiazd wymiarów śnią spod powiek

Wszechświata o kształtach
swojej własnej dzikiej obsesji

Daleko spod betonu zgwałcona rzeczywistość
zaczyna rosnąć w strukturalną symetrię