WAMPIRY

Opowieść wampirza ( nadesłana przez ... ? )

To był ten jeden z wieczorow kiedy wolal być w domu... nie zalowal , ze wybral się do znajomej ale i tak powrot noca przez park ujazdowski nie nalezalo do jego ulubionych czynnosci...szedl po stosach lisci , które wydzialaly slodkawa i mdla won jeszcze bardziej zniechecajaca do przechadzek po parku....od kilku godzin wszystko było spowiniete przez mgle....która skutecznie rozpraszala swiatlo lamp ulicznych....krok za krokiem wchodzil coraz glebiej skracajac sobie droge pomiedzy drzewami....ponad nim niczym zle oko wpatrywal się w niego ksiezyc ....nie lubil ksiezyca...szczerze mowiac nie przepadal tez za noca....wolal dzien ...tak dzien i slonce ....a najlepiej jeszcze , żeby było lato...a nie ta obrzydliwa i mokra jesien...kojarzaca się tylko z wiecznie padajacym deszczem i mgla....nie wiedzial jednak , ze był obserwowany....cos od dluzszego czasu przemykalo się pomiedzy pozbawionymi lisci drzewami...cos nieludzkiego...co potrafilo poruszac się tak szybko i bezszelestnie, ze nie wychwyciloby tego ludzkie ucho...ani oko...mroczna postac przystanela kilka drzew przed nim i spojrzala jak przedziera się przez sterte lisci pozostawiana przez dozorcow parku....w swietle ksiezyca widac było niewiele....lekko zmruzone oczy....dlugie, lekko pofalowane wlosy o barwie zywego plomienia splywajace az do pasa po czarnym jak mroki nocy plaszczu i ksztaltne usta... wciagnela gleboko powietrze jakby w poszukiwaniu jakiegos zapachu....w tym momencie jej oczy otworzyly się szerzej a po wargach przesunal się jezyk....patrzac na nia przypadkowy obserwator moglby powiedziec , ze jest niczym drapieznik....czekajaca w ciemnosciach....niebezpieczna....przesunela dlonia po drzewie a pazury , którymi zakonczone były palce wyzlobily na korze glebokie slady....tak z pewnoscia była niebezpieczna i silna....

kiedy zblizyl się do niej na odleglosc kilku krokow raptownie wyszla zza drzewa....stanal w miejscu i spojrzal się na nia....prosto w jej oczy i tak pozostal......był bezwolny....pod jej stalowoszarym spojrzeniem zniknela wszelka jego pewnosc.... niczym zahipnotyzowany stal wpatrzony jak powoli zblizala się spomiedzy drzew... nie pamietal nawet jak się tu znalazl ...szedl przeciez do domu z tej fantastycznej imprezy... teraz wpatrywal się w jej ognistoczerwone wlosy lekko rozwiane przez wiatr...i na ... o Boze... pomyslal...ona ma szpony...nie dlugie paznokcie jakie widziale u kobiet ale szpony ......dlugie i lsniace... nie to nie powinno go az tak fascynowac... powinien się bac.... Jezu ja się nie boje...ale serce bije mi jak oszalale....podeszla do niego i przesunela dlonia po policzku ......jej dotyk był chlodny a bladym swietle lampy ulicznej jej skora wydawala się przerazliwie blada... kim ona jest ....albo może czym.... spojrzala na niego jakby wiedziala co mysli ... jej oczy zwezily się a wargi odslonily dwa dlugie kly... o wiele za dlugie jak na ludzkie... przez mysl przemknal mu film , który ogladal jakis czas temu.....ona była wampirem....ale czemu się jej nie boi.....w filmach ofiary uciekaly ...krzyczaly....a on nie może oderwac oczu od jej szyi....od kraglosci jej piersi....pochylila się i objela go reka lekko odsuwajac jego szyje... czul się taki zniewolony.....tylko przez co......co tak odbieralo mu wole..... poczul jak jej usta przesuwaja się po jego skorze na szyi... nie czul oddechu...czul tylko chlodny jezyk smakujacy go.....jak ...jak danie....to wzbudzilo w nim strach...zrozumial co się stanie....nagle cos przebilo miesnie jego szyi i zaglebilo się w nich ... wtedy wszystko stracilo sens ....ksztalt....powoli opuszczaly go sily....po kilku chwilach był tak slaby , ze gdyby nie jej silny uscisk to upadlby...nagle przestala i wyszeptala mu cos do ucha... nie zrozumial tego dzwiecznego jezyka... mimo iż mowila spokojnie jej glos brzmial z pasja....wtem uslyszal oklaski....ktos był jeszcze tutaj....zwrocil oczy w nadzieji , ze zobaczy tam wybawce.... pod latarnia stal mezczyzna...wysoki o dlugich prostych wlosach czarnych jak skrzydla kruka.... miał na sobie ciemnogranatowy plaszcz o rozchylonych polach a pod nim biala koszule ... palil papierosa ....zaciagal się jakby sycil się sama czynnoscia wdychania dymu.... mimo iż stal pod latarnia nie widac było jego twarzy ....był pochylony a wlosy przeslanialy ja....widac było za to cos innego...oprocz plomyka bladzacego na koncu papierosa ponad nim swiecily dwie czerwone kule.... o Boze ......pomyslal sobie .... to nie wybawca.... to kolejny wampir.... kobieta rzucila go na ziemie...był tak oslabiony jej krawym pocalunkiem, ze prawie od razu stracil przytomnosc czujac jeszcze jak krople zycia splywaja po jego szyi.... 

..tymczasem nowoprzybyly rzucil na ziemie niedopalek i podszedl w ich strone... corka nocy spojrzala na niego z wsciekloscia.... jej zrenice rozszerzyly się a usta wykrzywily w krwiozerczy grymas.... “ Nicolai” spytala zimnym i pelnym zlosci glosem “ czego tu szukasz.....wara ci od moich terenow” .... tamten usmiechnal się krzywo i wskazal palcem lezacego na ziemi chlopaka.... “On wyszedl z moich terenow....sledzilem go az tutaj...jest mój” a jego slowa nie zmienily ani razu tonu...były spokojne ....wydawalo się, ze delektuje się kazda gloska , która wymawia.... “Mam ci się dobrac do serca scierwojadzie... gdyby Ksiaze dowiedzial się, ze lamiesz granice sam by rozszarpal ci gardlo” ..... ta grozba chyba wywarla odpowiednie wrazenie na wampirze bo z jego twarzy zniknal wyraz nonszalancji.... “Uwazaj pariasko bym ci nie musial wepchnac tych slow do gardla....” .... jakby na poparcie swoich slow wysunal dlonie z rekawow plaszcza i skrzyzowal na piersi dlonie o pazurach nie mniejszych od jej... nie czekajac na ciag dalszy jego slow rzucila się do przodu celuja szponami w klatke piersiowa....uniknal jej ciosu ...zlapal w polowie drogi za plaszcz i rzucil nia prosto na stojaca pod drzewem lawke...która polamala się z trzaskiem.... wstala tak szybko, ze wydawalo się jakby sprawila to jakas magia... wyskoczyla w powietrze i ciela szponami .... ostrza dosiegnely celu i zaskoczony Nicolai cofnal się a z ran na piersi poplynely male struzki krwi.... rozpetalo się prawdziwe pieklo... obydwoje walczyli tak szybko, ze dla oczu postronnych ich ruchy bylyby niezauwazalne... miotali się miedzy drzewami...lampami....uderzajac pazurami...szarpiac klami , gdy tylko była taka mozliwosc...a każdy z tych ciosow dla czlowieka przynioslby nieuchronna smierc... chwila nieuwagi Nicolaia kosztowala go wiele... szpony wampirzycy wbily się gleboko w jego bark i wyszarpnely miesnie ....krew bluznela czerwonym deszczem na pokryty lisciami chodnik...a krzyk wampira...jego krzyk...tego się nie da opisac...był jak skowyt wscieklego wilka...ale o wiele potezniejszy...i bardziej przerazajacy.... sila ciosu odrzucila go kilka metrow do tylu ...wyladowalby miedzy liscmi ale gdy upadal wyszeptal kilka slow w dziwnym chrapliwym jezyku i zamienil się w klab mgly...ciemniejszej od tej ,która ich otaczala....i zniknal gdzies miedzy alejkami.... rzucila za nim kilka slow ....niezrozumialych ale po wyrazie jej twarzy były to slowa wyrazajce co najmniej najwyzsza wzgarde....popatrzyla na siebie...na swój porwany w niektorzych miejscach plaszcz...na rozciete na udzie skorzane spodnie odslaniajace dosc powazna rane....a potem spojrzala na lezacego na ziemi chlopaka...wzruszyla ramionami i podeszla do niego....puls miał slaby ale miarowy...dobrze...wyciagnela zza paska niewielka buteleczke wypelniana niebieskawym plynem...odkorkowala ja i wlala zawartosc do jego ust....jego cialem wstrzasnal dreszcz...zakaszlal i otworzyl oczy....pochylila się nad nim... jej wlosy przesunely się po jego twarzy... “Czy to już ....koniec..?” spytal slabym glosem.... usmiechnela się ...nawet przyjemnie...czul się jakby powrocil z jakiegos koszmaru...”..snilo mi się , ze napadl na mnie wampir...” ale nie dokonczyl, gdyz zamknela mu usta palcem...jej dotyk był chlodny a na palcach zauwazyl slady krwi....jego zrenice rozszerzyly się ze strachu...i wtedy uslyszal jej glos.... brzmial jakby nic nie obchodzilo ja co teraz się stalo i kiedykolwiek stanie... “Posluchaj...dla mnie to już koniec...ale dla ciebie..coz...jestem bardzo oslabiona i musze się pozywic, nie martw się nie będzie bolalo....obiecuje” ... pocalowala go w usta a jej pocalunek był zimny ale jednoczesnie taki ... gleboki...pochylila się i ugryzla jego szyje...krew poplynela znowu a on mogl tylko lezec....z twarza w jej wlosach....i umierac...kiedy poczula , ze jego serce przestalo bic przestala go ssac... popatrzyla jeszcze w jego oczy...otwarte ale nie wyrazajace strachu... przymknela je i zlozyla jeszcze jeden pocalunek na jego ustach... “Spij dobrze” powiedziala i odwrocila się w strone drzew....po chwili była już tylko jednym z cieni wśród innych.... 




"Nowe życie" 

Anna miala wlasnie polozyc sie spac....w pokoju panowal nieprzyjemny chlod a ona wlasnie niedawno wyszla z kapieli... pies niespokojnie poruszal sie na przedpokoju... spojrzala na niego ale spal... usiadla na materacu i spojrzala na lezace kolo niego ksiazki...nie ...nie bedzie czytala... byla zbyt zmeczony a glowa dopiero co przestala ja bolec... polozyla sie i przykryla az po szyje... westchnela cicho kladac glowe na poduszke..."ciekawe co dziwnego przysni mi sie tej nocy" powiedziala po cichu... jednak sen nie przychodzil...caly czas miala wrazenie obecnosci czegos...blisko...spojrzala na stojacy obok fotel i zobaczyla siedzacego na nim mezczyzne....znieruchomiala...przed chwila fotel byl pusty...jak on sie tu dostal...skad...a moze to tylko sen....nieznajomy byl ubrany w czarny garnitur ....pod nim mial czarna koszule...na tle tej mrocznej sylwetki o niewidocznej twarzy odcinala sie wyraziscie czerwona roza , ktora trzymal w dloni...wreszcie zmusila sie by wykrztusic kilka slow przez scisniete strachem gardlo... " Kkim...pan jest...jak pan.." ... "Ciii...Anno nic nie mow...pozwol, ze to ja bede mowil, dobrze? ....przerwal jej przybysz..."Dobrze" powiedziala zaskoczona jego miekkim i bardzo rytmicznym glosem.... gosc uniosl reke i w pokoju zapalilo sie swiatlo....teraz mogla go zobaczyc w calej okazalosci....byl wysokim mezczyzna o krotkich ciemnobrazowych wlosach....mial szerokie barki a jego twarz miala cos z rysow wilka....oczy przybysza byly bardzo waskie o ciemnych zrenicach....spojrzal na nia badawczo....jakby ocenial ja... "Moja droga Aniu pewnie zastanawiasz sie co tu robie ...otoz postanowilem spelnic twoje pragnienie" ...nie rozumiala co on mial na mysli... jakie pragnienie...co tu sie wogole dzialo... "Niczego nie pragne...a pan mnie przestraszyl...jesli moge prosic.." przerwal je skinieniem reki "Mozesz prosic ...ale juz prosilas...czuje twoje mysli...pragnienia...chcesz byc dzieckiem nocy" ....wszystko stalo sie jasne... oto siedzial przed nia wampir... prawdziwy... nie postac z filmow czy kart ksiazki... i proponowal jej to o czym myslala juz wczesniej... w czasie nie dluzszym niz mrugniecie powieki kleczal przy niej... drgnela gdy jego reka przesunela sie po jej wlosach... " Twoje wlosy pozostana czerwone.... tak jak marzysz... z czasem nauczysz sie kontrolowac przemiany by twoje cialo bylo takie jak chcesz" dotknal jej podbrodka i odwrocil glowe by spojrzala mu prosto w oczy.... " Widze w twoich oczach blask.... masz w sobie pasje...wielka... bedziesz mogla spelnic sie ...tak jak tego chcesz" jego glos hipnotyzowal ja...mowil jakby wprost do jej swiadomosci....necil ja... "Dam ci wieczne zycie...pokaze tych..ktorzy cie nie opuszcza juz nigdy.......wystarczy, ze powiesz tak" .... nawet nie wiedziala, ze powie takie slowa... "Tak...tak" powiedziala... zdumiona swoimi slowami...."Wiedzialem Aniu" .....objal ja ramionami...jego uscisk byl silny ale jednoczesnie delikatny....wzial jej dlon w reke i przytknal do nadgarstka swoje chlodne wargi....poczula uklucie....bol...najpierw gwaltowny..ktory przeszedl w powolo gasnacy....czula jak krew wyplywa z niej wprost w jego usta....mijaly chwile a ona stawala sie coraz slabsza....wreszcie ulozyl ja na wpoly przytomna na materacu....widziala jak wzial wlasny nadgarstek i nadgryzl go delikatnie...po czym przytknal go do jej ust...poczula przez chwile odraze ale gdy krople krw dotknely jej jezyka nadeszlo slabe echo pragnienia... zaczela go ssac...najpierw powoli ....potem intensywniej....sycac sie zyciodajnym plynem...nagle oderwal swoja reke od jej ust...rozchylila je zmyslowo... "Prosze ..jeszcze..." ...usmiechnal sie ..."Poczekaj....teraz poczujesz bol" ....jaki bol..pomyslala...jest cudownie...ten smak...nie czula sie nigdy tak dobrze....zaden orgazm nie mogl sie rownac z tym odczuciem...i wtem straszny skurcz targnal jej cialem...bol rozrywajacy kosci....krzyknela....przycisnal ja do lozka dlonia...choc wydawalo sie , ze zrobil to od niechcenia nie mogla sie wydostac...."Twoje cialo umiera.... wyrasta w tobie nowe zycie.." zycie dla nocy.....przez cierpienie uslyszala jego slowa...."Bede cie uczyl jak sie z tym oswoic....potem pokaze ci innych ..takich jak ty...wszystko teraz bedzie lepsze" ....wiedziala to..po prostu wiedziala...jedno czula najbardziej...ten cudowny ...slodki...spelniajacy najglebsze pragnienia...smak...krwi

. . .

Anna oparla sie o stojaca obok rzezbe demona .... przypadkiem spojrzala na posag... w Polsce za takie paskudztwo mozna byloby uzyskac ogromne pieniadze...jednak wlasciciel domu nie dbal o bogactwa....byl kims kto koncentrowal sie raczej na wladzy...tego ja uczyl...ja kierowac innymi tak by nie wiedzieli ,ze ktos nimi manipuluje...uczyl ja jak obiecal zmieniac ksztalty..chociaz narazie umiala tylko zmieniac ksztalt pazurow by byly dluzsze i ostrzejsze ... jej zmysly wyostrzyly sie....umiala wyczuc czlowieka zanim go zobaczyla....jej refleks tez sie poprawil....podczas gry w karty mogla podmienic ich dowolna ilosc a nikt nawe tego nie zauwazyl....ale ona zawsze ja pouczal...przypominal po co zyja na tym swiecie...ze sa stworzeni do wyzszych celow....lubila go...ba nawet pozadala...ale on nigdy nie okazal jej zainteresowania...traktowal ja raczej jako corke... sam mial kobiety....przychodzily i odchodzily...glownie rano...blade...zmeczone....czasami widziala go jak pod postacia czarnego olbrzymiego wilka przemykal miedzy lasami... dzis przyszedl do niej ubraly w ten sam garnitur co zwykle... czasami zapominala, ze mial kilka takich samych....usiadl obok niej i popatrzyl na jej smukla sylwetke odziana w skorzane ubranie "Czasami zadziwiasz mnie moja droga..." powiedzial .... spojrzala na niego zdziwiona nie wiedzac zbytnio o czym on mowi... "Viktorze o czym ty mowisz... nie rozumiem ? "....wyjal z wewnetrznej kieszeni marynarki list i podal jej ...."Przeczytaj...to przyszlo wczoraj." ... otworzyla list i zaczela czytac....byl napisany po polsku...gdy odlozyla go na stol jej rece drzaly... w jego spojrzeniu widac bylo smutek ... "Nie chce tego robic ale musisz wrocic do kraju juz teraz... moj czas sie konczy" ... nie mogla w to uwierzyc... nie chciala wracac do Polski.... chciala zostawic wspomnienia za soba... wszystkie... ale nie mogla sie sprzeciwiac Viktorowi... nie w takiej sprawie..."Dobrze" powiedziala ciezkim glosem "wyjade jutro z rana" ... kiwnal glowa i skierowal sie do drzwi ... zanim zamknal je za soba odwrocil sie ...."Bede o tobie pamietal ... wegierska diablico... i ty tez o mnie pamietaj...o starym Viktorze...wypij za mnie czasem kieliszek wina przy blasku swiec...tak jak to robilismy nie raz....." i wyszedl..... nie mogla wypowiedziec ani slowa.... to bylo cos dziwnego....myslala po tym czsie jaki spedzili razem, ze byla mu obojetna......nagle poczula cos na policzku splywajacego powoli...dotknela tego i zobaczyla, ze to lza...krwawa lza....nie wiedziala, ze moze plakac bedac wampirem.....

Dwa dni pozniej byla juz w Warszawie .... po trzech latach spedzonym razem z Viktorem w jego posiadlosci na Uralu miasto wydalo jej sie stanowczo za glosne....ale necilo ja rowniez tym, ze stanowilo jeden zbiornik krwi.....kazdy krok po nocym miescie przypominal jej lata spedzone tutaj jako czlowiek....odwiedzila kilka klubow, ktore znala jako czlowiek.... kilkoro znajomych , ktorych zauwazyla postanowila ominac....to nie byl jeszcze czas na to.....zamieszkala w niewielkim mieszkaniu w Srodmiesciu...jako ze Viktor dal jej pieniadze...glownie dolary...zlecila wyposazenie domu dekoratorowi wnetrz....uprzedzila go jednakze jak mieszkanie to ma wygladac....killka starych mebli....szafa gdanska.... duze lustro osadzone hebanowych ramach ....na podlodze w pokoju kazala polozyc perski dywan o skomplikowanym wzorze kwiatowym....na scianach znalazly sie zdjecia , ktore zabrala z domu przed wyjazdem oraz te , ktore zrobila pozniej....dekorator kupil rowniez obrazy, ktore przypadly jej do gustu....w jednym z rogow pokoju stanelo lozko z baldachimem nalezace kiedys do pewnej zamoznej rodziny z Francji.... polubila to nowe miejsce....brakowalo jej towarzystwa Viktora ...oraz innych wampirow z Uralu....ale jej nauczyciel mowil, ze i tu w Polsce mozna spotkac braci i siostry w ciemnosci....kiedy dekorator skonczyl prace i ekipy wyniosly sie ...wreszcie mogla spokojnie usiasc w swoim fotelu o poreczach rzezbionych w spiace lwy... wziela karafke i napelnila kieliszek z pieknie cietego krysztalu wybornym francuskim winem...."To za ciebie moj przyjacielu..." uniosla kieliszek w toascie i wypila troszke... wlasciwie jako wampirowi nie bylo jej potrzebne jedzenie ale smak wciaz odczuwala...moze nawet wyrazniej....spojrzala po pomieszczeniu ...wszystko bylo jak nalezy....okna posiadaly z jednej strony rolety a z drugiej zakrywaly je ciezkie czarne kotary....pod lozkiem ukrywala trumne....miejsce gdzie mogla bezpiecznie skryc sie przed palacymi promieniami slonca...jej schronienie bylo wyscielane najlepszym atlasem...wlasciciel zakladu mowil, ze zakupil je w Marakeszu...bylo niezaleznie od miejsca pochodzenia wygodne...czasami gdy w niej lezala myslala o czasach gdy nie musiala uciekac sie do takich kryjowek.... ale nie zamienilaby tego na nic innego....jej dawne zycie...bylo przeszloscia....czas rozpoczac nowe...w nowej roli...saczac powoli wino przypomniala sobie tresc listu, ktory pokazal jej Viktor....na Ural mial przybyc jeden z przedwiecznych Garl Haakon wraz z cala swita....szukal nowego miejsca gdzie moglby zamieszkac a jej mroczny ojciec zdawal sobie sprawe , ze ona mogla ulec wplywom tak poteznego wampira i dac sie zdominowac...nadszedl rowniez czas na jej usamodzielnienie....otrzymala kilka ksiazek spisanych przez medrcow klanowych , ktore mialy ja nauczyc przetrwania.... zalowala , ze nie moze zostac z Viktorem...byl jej blizszy niz wiekszosc ludzi....teraz byl tak daleko....chociaz obiecal ja odwiedzac jak tylko upora sie ze wszystkim....w Warszawie bylo wiele mozliwosci do zdobycia pozywienia ale rowniez sporo niebezpieczenstw dla istoty nocy....pamietala opowiesci o zakonach , ktore przysiegly scigac wampiry az po ostatniego....inne istoty tez nie bylyj ej przyjaciolmi.....na cale szczescie jej ojciec w ciemnosciach kazal jej zabrac "Mythologosa" ....chociaz nie chciala...byla to ciezka...grimoir...okuty stala na krawedziach i okladkach ze skory jakiegos dziwnego gada....dawno temu spisal go dla Viktora pewien zakonnik, ktory pozniej sam odebral sobie zycie...gdy odkryl dla kogo pracowal....zupelnie niepotrzebny gest ale zmusil starego wampira do opuszczenia progow klasztoru w obawie przed linczem....na razie jednakze Anna nie myslala o studiowaniu czegokolwiek....zastanawiala sie nad mozliwoscia pracy....nocnej pracy....byla piekna....zdawala sobie z tego sprawe...moze miala blada cere ale jej figura mogla smialo skusic kazdego mezczyzne....takze uwodzenie bylo czescia jej wampirzej edukacji w posiadlosci na Uralu....nie myslala jednak o korzystaniu tylko z tego....siegnela po gazety jakie przynosil doreczyciel co rano pod jej drzwi.....przejrzala kilka stron az natrafila na czesc z ogloszeniami o prace....skupila sie na tych przeznaczonych dla kobiet i rozesmiala sie.... Polska nie zmienila sie wogle przez ten czas....nie miala najmniejszego zamiaru pracowac jako czyjas "dama do towarzystwa" ....nagle jej wzrok padl na ogloszenie dotyczace pracy w nowootwartej galerii sztuki na Starym Miescie..."Poszukiwana osoba o dobrym guscie i umiejaca przygotowac wystawe mlodych poczatkujacych malarzy...." hmmm....mruknela ....pamietala troche z tego co nauczyl ja Ernst ... szalony dekadencki malarz portretujacy inne wampiry.... mogla by sprobowac....przez glowe przemknela jej nawet mysl, ze przeciez wernisaze odbywaja sie glownie wieczorami....poki nie opanuje sztuki odpornosci przed promieniami slonca to byla wazna kwestia ....siegnela po bogato zdobiony telefon stojacy na stole kolo niej i wykrecila numer galerii....po kilki sygnalach uslyszala glos kobiety ...."Galeria Alesandro slucham...." ...teraz albo nigdy...."Dzien dobry ...nazywam sie Anna i dzwonie w sprawie ogloszenia" ...glos kobiety jakby sie ozywil " Swietnie ...czy miala pani jakies doswiadczenie w tym zawodzie ?" .... "Przez ostatnie trzy lata mieszkalam razem z malrzami....." kobieta przerwala jej " Z kims znanym ? " ...ciekawe czy go zna ....pomyslal Anna ... " Z niejakim Ernstem Konte... wie pani ..ten od ..." ...." Ahh...z Konte od tych przerazajcych wizji....ciekawa zawsze bylam jakim jest czlowiekiem ? " .... Anna usmiechnela sie szyderczo...."Oh....bardzo niezwyklym..bardzo niezwyklym..." ...."Coz moge pani powiedziec pani Anno...zapraszam wiec na obiad, wtedy porozmawiamy " ... obiad nie wchodzil zupelnie w gre ... " Jesli moge prosic to moze kolacje ... niedawno wrocilam do Polski i jest jeszcze kilka spraw , ktore musze zalatwic..." ....uslyszala jakis glos meski w sluchawce ".... Izabello koncz juz ...musmy jechac...." i po chwili kobieta znowu odezwala sie "Przepraszam ale musze juz wyjsc....dobrze ..zgadzam sie na kolacje. Proponuje jutro o dziewietnastej w restauracji U Dekerta ....przy okazji pokaze pani galerie" ... "Dobrze zgadzam sie ...do zobaczenia" powiedziala wampirzyca i odlozyla sluchawke....w sumie byla zadowolona ... dobrze bedzie pracowac z artystami.... posmak ich krwi jak mowil Ernst mial zawsze ciekawsza nute niz zwyklych ludzi.... miala ochote to sprawdzic... teraz czas wreszcie udac sie na spoczynek...to byla jedna z rzeczy , ktora odkryla na poczatku a ktora Viktor nie musial jej dlugo tlumaczyc....byl dzieckiem nocy i to wtedy bylo jej przeznaczone chodzic po swiecie....w dzien byla wyraznie oslabiona a jej zmysly slably....wtedy tez najlepiej jest odpoczywac....pogrozona w letargu miala zawsze ciekawe sny.... pamietala je dobrze i spisywala od kiedy stala sie wampirem.....siegnela pod lozko i wyciagnela lezaca tam trumne ....otworzyla wieko i weszla do srodka....zasunela je za soba i polozyla sie wygodnie ukladajac dlonie na piersiach....prawie natychmiast zapadla w letarg....

. . . 

Restauracja "U Dekerta" nie zmienila sie od czasu gdy byla tu ostatnio...moze tylko obsluga sie zmienila...rozejrzala sie po sali szukajac kobiety z galerii gdy podszedl do niej jeden z kelnerow ... "Pani Anna? " ...spojrzala na niego "Tak..slucham" ..."Oczekuja juz pani...prosze za mna" ....poszla za nim poprzez sale az do jednego z rogow...przy stoliku siedziala kobieta ...miala okolo czterdziestu lat....kilka zmarszczek kolo oczu i na szyi...jednakze figure kobiety zdecydowanie mlodszej....Anna czula zapach jej krwi...byla swieza i pachnaca....pelna zycia i ... narkotykow...skrzywila sie mimowolnie....nie pila z zalozenia krwi narkomanow....Viktor pouczal ja , ze taki fluid uzaleznial...obok kobiety siedzial mezczyzna...o ten byl zdecydowanie starszy...dlugie siwe wlosy mial zwiazane z tylu ... ubrany byl w bezowy sportowy garnitur i granatowy golf....na szyi zas zawieszony mial zloty lancuszek z symbolem Behemota... satanista...przemknelo jej przez mysli...uchwycil to spojrzenie i usmiechnal sie ukazujac rowne biale zeby....jego tawarz pokryta byla licznym zmarszczkami co przy usmiechu objawilo sie jescze wyrazniej...kobieta wstala i podala jej reke "Milo mi pania poznac pani Anno..." wampirzyca odwzajemnila uscisk " Nazywam sie Izabella Brodzka i jestem wlascicielka Galerii Alesandro a to moj brat Roman Brodzki .... malarz i poeta" ... mezczyzna ujal dlon Anny i ucalowal ja delikatnie...." Rowniez milo mi pania poznac...slyszalem, ze miala pani okazje poznac Ernsta...wielce utalentowany czlowiek" .....wydawalo sie jakby slowo czlowiek wymowil dosc wyraznie ....za wyraznie ale moze to bylo tylko zludzenie...." Ciesze sie ze spotkania z panstwem" powiedziala " mam nadzieje, ze bede mogla pomoc w prowadzeniu galerii.... interesuje sie sztuka od dluzszego czasu i z przyjemnoscia bede miala z nia doczynienia w mojej pracy" ...rozmowa toczyla sie na rozne tematy.... Izabella pytala o to co robila za granica....jaka szkole malarska uwaza , za najbardziej wartosciowa....jej brat siedzial tylko pijac wode mineralna z cytryna i obserwujac Anne uwaznie... czula jego badawczy wzrok na sobie ....w koncu po kolacji....dosc obfitej jak na gust wampirzycy....moze nawet zbyt.... wlascicielka galerii podjela wreszcie decyzje... "Wydaje sie , ze jest pani jak najbardziej odpowiednia osoba na to miejsce...a ty co sadzisz braciszku ? ".... wyrwalo to Romana jakby ze snu..."Slucham" kaszlnal swiadomy swojego zagubienia..." tak ...tez tak uwazam...witam pania w Galerii Alesandro" .... "Dziekuje bardzo" powiedziala Anna usmiechajac sie nieszczerze.....nie uwazala, ze praca w galerii bedzie czyms nadzwyczajnym ale lepsze to niz nic...." kiedy mam stawic sie w pracy...." .....proponuje jutro przyjsc kiedy bedzie pani chciala " Izabella spojrzala na brata " i ktores z nas przedstawi pani projekty najblizszych wystaw ....liste malarzy do uporzadkowania...i zdjecia ich obrazow...".... "Dobrze....dziekuje jeszcze raz i zycze milego wieczoru...kolacja byla przepyszna..." ...pozgnali sie i Anna odeszla od stolika ...kiedy wychodzila z sali jej czuly sluch wylowil glos Izabelii ..." Ona jest bardzo wyjatkowa Romanie ...." ...oraz jego glos " O tak...chyba nawet nie wiemy jak bardzo.." ...opuscila w pospiechu restauracje rzucajac kilka zlotych szatniarzowi i wychodzac na zewnatrz.....co on mial na mysli....czy wiedzial kim ona byla ...ale skad.... rynek tetnil zyciem.... szczegolnie dla niej....wydawal sie jej barwna kawalkada zapachow, dzwiekow i kolorow ....i prawdopodobnie tylko ona mogla wychwycic je wszyszstkie na raz....wyszczegolnic ten jeden i skoncentrowac sie na nim.....poszukiwala czegos szczegolnego....swiezej i zdrowej krwi....zapachy ludzi ujawnialy czy ich organizm jest w dobrym stanie czy tez nekaja ich jakies choroby....ale tylko wech wampira mogl wyszczegolnic taka charakterystyke.... wypatrzyla go w tlumie....nie mogl miec wiecej niz dwadziescia lat....mlody mezczyzna prowadzacy pod ramie czarnowlosa dziewczyne....podeszla blizej i wciagnela gleboko powietrze....mmm...cudownie...pomyslala...jest swiezy niczym wiosenny kwiat....zachichotala na mysl o takim porownaniu....poszla za nimi....skrecili w dol Kamiennych Schodkow....wskoczyla na sciane i pelzajac po niej pionowo przycupnela nad nimi....chlopak objal swoja partnerke i calujac oparli sie o sciane....jego reka wslizgnela sie pod jej bluzke....Anna pomyslala , ze moze zaczeka az skoncza.... nie wolno przerywac czegos tak pasjonujacego....sama z reszta nie pamietala nawet kiedy byla tak blisko z mezczyzna... to byl kolejny przesad, ze wampiry nie mogly sie kochac.... mogly, ale nie po to by rodzic dzieci.... wiazalo sie to z tym, ze ich ciala byly jednak w stanie pol-smierci..... teraz jednak przyczepiona do sciany wampirzyca sycila sie podnieceniem mlodzienca.... nagle poczula impuls... spojrzala przed siebie i zobaczyla kogos siedzacego na galezi drzewa, na podworzu sasiedniej kamienicy..... widziala jak machnal do niej reka i to zaskoczylo ja tym bardziej.... raczej malo mozliwe by ktos mogl ja zauwazyc w takiej ciemnosci....wampir....." Witam siostro.... mam nadzieje, ze nie przeszkadzam" uslyszala w swoich myslach..... " Nie ale wlasnie mialam sie pozywic bracie..... ale chwileczke...ich jest dwoje .... moze sie podzielimy...co ty na to ? ".... odpowiedziala w ten sam sposob... pomiedzy wampirami byl to zwyczajny sposob porozumiewania sie gdy nie byli sami..... telepatia to byla jedna z podstawowych umiejetnosci nabytych po przemianie... u niektorych byla slaba u innych bardzo potezna ale zawsze umozliwiala chociazby wymiane mysli.... "Z przyjemnoscia... a potem zapraszam do siebie" ... "O tym porozmawiamy pozniej...." i spadla w dol miekko ladujac na nogach obok zajetej soba pary... odskoczyli od siebie spogladajac na nia ze strache zmieszanym ze zdumieniem.....mlody mezczyzna chcial cos powiedziec gdy zza furtki wylonila sie postac i szybkim ruchem porwala ciemnowlosa dziewczyne w objecia.... nowoprzybyly byl nieco wyzszy od Anny ale mial zdecydowanie masywniejsza sylwetke.... odciagnal glowe kobiety, ktora trzymal , do tylu i wbil kly w jej szyje ....niezbyt to finezyjne.... pomyslala wampirzyca.... dlon jej brata w ciemnosci zakryla usta ofiary i zdusila krzyk..... trwalo to wszystko zaledwie chwile.... sama tez nie zwlekala .... w kazdej chwili ktos moglby sie zjawic... spojrzala gleboko w oczy przerazonego chlopaka i korzystajac z umiejetnosci mesmerycznych wprowadzila go w stan hipnozy.... przebila sie przez skore i swieza krew trysnela w jej ustach.... cudowny smak.... wkrotce jej blada zazwyczaj cera zarozowila sie .... ssala go powoli i rownomiernie sycac sie kazda przelknieta kropla zyciodajnego plynu.... kiedy poczula, ze umiera przestala.... martwa krew nie miala zadnej wartosci dla niej.... przesunela jezykiem po ranie na szyi a ta zniknela pozostawiajac tylko niewielki obrzek na skorze...opuscila mlodzienca i odwrocila sie.... wampir stal przygladajac sie jej uwaznie.... byl w sumie przystojnym mezczyzna....moze tylko jego rysy twarzy byly zbyt grube.... uklonil sie nisko ... " Mam na imie Keleb , syn w ciemnosci Doriana Iliesku, czy moge poznac twe imie." ... odpowiedziala skinieciem glowy " Na imie mi Anna i jestem corka w ciemnosci Viktora zwanego Diablem z Gor .... ciesze sie z naszego spotkania.." .... zauwazyla , ze osoba Viktora byla mu znana , gdy wymienila jego przydomek jego oczy powiedzialy jej to .... " A wiec Anno ... moze odejdziemy stad nim ktos nas zauwazy...? " .... "Zgadzam sie... mowiles o pojsciu do ciebie? " .... "Tak ...a wiec chodzmy to niedaleko..." ....poszla za nim.... wiedziala, ze nic jej nie grozi.... bylo takie niepisane prawo, ze jeden wampir nie mogl skrzywdzic drugiego bez wyraznego powodu, gdyby jednakze uczynil cos takiego stawal sie pariasem... wykletym z klanu....i inni mogliby polowac na niego bez przeszkod..... gdy tak szli po Podzamczu nagle zatrzymal sie i wskazal na jedna z kamienic..... "Widzisz ten dom? " .... spojrzala dokladnie "Tak.... czemu mi go pokzujesz ? " .... "Tam mieszka Dariusz , bardzo wplywowy i wyksztalcony wampir, gdybys kiedys potrzebowala pomocy mozesz powolac sie na mnie ...." ... usmiechnela sie "Dziekuje bardzo... to cenna informacja. " ....poszli dalej , az dotarli okrezna droga do domu przy pomniku Adama Mickiewicza .... weszli do srodka.... jego mieszkanie znajdowalo sie na drugim pietrze.... bylo urzadzone ze smakiem.... kilka afrykanskich figurek ... komody... kilka szaf na ubrania.... na scianach wisialy kusze.... szpady.... topory.... zatrzymala sie przy jednej kuszy.... pokryta byla na calej dlugosci symbolami swietych chrzescijanskich ....jej cieciwa byla przerwana a na lozy widoczne byly slady pazurow.... gdy tak stala on podszedl do niej i podal kieliszek ... "Czego sie napijesz ? " .... " Moze byc wino..." ..."Biale czy czerwone ? " zapytal .... "Czerwone ... tak dla zasady" ... zasmial sie i napelnil jej kieliszek.... "Widze , ze ogladasz kusze.... ciekawy egzemplarz ..nieprawdaz ? " .... wskazala palcem na slady " A to skad sie wzielo ? " .... " To moj ojciec .... to znaczy on zrobil te slady gdy pewien natchniony czlowiek staral sie przebic go poswieconym kolkiem " .... zaciekawilo ja to " I co z nim zrobil ? " ... " O nic wielkiego.... urwal mu glowe i odeslal ja do rodziny , wiesz moj ojciec ma fantazje iscie szlachecka " ... wkazal jej fotel .... "Prosze usiadz... nie czesto mam okazje rozmawiac z kims z rodziny" ... " Wlasnie miala cie o to zapytac.... ile wampirow jest w Warszawie ? " ... zmarszczyl czolo i przesunal jezykiem po wargach.... " Wiesz ... dokladnie to nie wiem... ale cos kolo dziesieciu .... moze pietnastu ...no i sa jeszcze przyjezdni ..." ..... to i tak duzo... pomyslala ... "A jak dlugo ty jestes w miescie ? " zapytal upijajac troche wina a druga reka gladzac oparcie fotela.... " Od niedawna" odpowiedziala " Kilka dni ... wlasnie wrocilam z Uralu... i zamierzam tu pozostac na dluzej .." .... " To musiala byc duza zmiana.... najpierw odludzie a zaraz potem miasto, a moze gdzies jeszcze bylas po drodze ? " .... " Nie... to rzeczywiscie byla zmiana...ale juz znalazlam prace " ... spojrzal zaskoczony " Gratuluje... od razu zauwazylam, ze jestes blyskotliwa kobieta " .... uklonila sie przesadnie " Oh dziekuje... " i rozesmiali sie razem .... " W Galerii Alesandro , jako organizatorka wystaw ..." ... zamyslil sie " Alesandro...Alesandro..." potarl nos palcem " Czy to galeria Brodzkich ? " ... "Tak, zgadza sie " potwierdzila ... "Uwazaj Anno .... ona jest niegrozna...ot kolejna opiumistka ale on to zupelnie inna sprawa " ... "Czemu ? " .... " To mistyk...albo raczej okultysta... i to z duzym doswiadczeniem... jest bardzo inteligentny jak na zwyklego czlowieka...a czasami sadze, ze ma jakies umiejetnosci , o ktorych nikt nie wie... " ... "Szczerze mowiac, to tez wydal mi sie jakis dziwny.... i jeszcze naszyjnik Behemota" .... jeszcze chwile rozmawiali o jej pobycie na Uralu... byl bardzo ciekawy , jak zyja inne wampiry.... poza Polska... nigdy sie stad nie ruszal od czasu gdy powrocil z Rumunii odmieniony... mial prywatna agencje reklamowa ... ale wszelkie sprawy , ktore wymagaly aktywnosci w dzien pozostawil swojemu zastepcy....sam tylko zbieral profity i od czasu do czasu pomagal w tworzeniu kampanii reklamowych.... byl starszy od Anny o szesc lat ....ale jako wampir przezyl juz siedem lat ... ten rok bedzie osmym... podobnie jak ona zostal przemieniony zgodnie z wlasna wola... i nie myslal wiele o powrocie do poprzedniego zycia.... poza mieszkaniem w Warszawie mial tez dom niedaleko Lodzi...wytlumczyl jej , ze lepiej miec druga kryjowke na wszelki wypadek ... rozmawiali prawie do drugiej godziny.... wtedy pozegnali sie i obiecali sobie spotkanie jutro.... bylo jeszcze tyle do opowiedzenia.... taksowka dojechala do domu... kiedy weszla do mieszkania szybko zrzucila z siebie cale ubranie.... przeszla kolo lustra i usmiechnela sie szeroko.... bycie wampirem jej sluzylo... podobalo jej sie, ze cialo stalo sie bardziej smukle....pojawily sie tez zarysy miesni.... przesunela dlonmi po piersiach .....tak bycie wampirem to wspaniale doswiadczenie.... weszla do kabiny prysznicowej i puscila letnia wode .... zmyla z siebie dzien.... odprezyla sie ..... pozwoli jeszcze wlosom wyschnac ...przez ten czas siegnela do biblioteczki i wyciagnela niewielka ksiazke....wlaczyla wieze stereo i puscila Theatre of Tragedy ...plyta "Musique" byla jedna z jej ulubionych.... kiedys sciagnela ja z sieci....i slucha jej az do dzisiaja .... przez glowe przemknelo jej , ze bedzie musiala kupic sobie komputer i zainstalowac internet....tak to moze byc intersujace...dzieki temu moglaby odnowic swoje znajomosci... kamera zainstalowana za oknem pokazywala , ze juz niedlugo wstanie swit.... doczytala jeszcze do konca rozdzial i wslizgnela sie do swojej trumny..... westchnela i ulozyla sie do snu....